Osobiste doświadczenie

„To zabawne, gdy patrzą na mnie z góry”: An Nguyen - o dzieciństwie w Wietnamie i pierwszych pieniądzach

Młodzież to czas sprawdzania się pod kątem siły i każdy wydaje ten zasób najlepiej, jak potrafi. Wspólnie z Converse uruchamiamy serię specjalnych projektów, w których młodzi ludzie z Jekaterynburga opowiadają o swojej ścieżce w kulturze, biznesie i projektach ważnych dla społeczeństwa. W pierwszym numerze - An Nguyen, twórca wietnamskich kawiarni Vietmon i Banh Mi, popularyzator azjatyckiej gastronomii i absolwent wydziału stosunków międzynarodowych.

O pierwszych pieniądzach i Wietnamie

Urodziłem się w Kemerowie, w biednej rodzinie. Kiedy byliśmy mali, przeprowadziliśmy się do Jekaterynburga, gdzie pod koniec lat dziewięćdziesiątych biznes nie pachniał. Rynek odzieży Tagansky Ryad został otwarty, a moja mama zaczęła tam pracować.

Kiedy miałem osiem lat, rodzina bardzo się zmęczyła pieniędzmi i postanowili wysłać mnie do krewnych w Wietnamie. Wtedy wydało mi się to interesujące: reprezentowałem Wietnam na podstawie kreskówki „Król lew”. W życiu nie był tak wygodny jak w bajkach - rzeczywistość była znacznie trudniejsza. Byłem wietnamskim chłopcem, który w ogóle nie mówił po wietnamsku - to było dziwne.

Pierwsze pieniądze zarobiłem w Wietnamie, kiedy miałem osiem lat. Sprzedawałem pomarańcze, których używałem do produkcji perfum. Starsze dzieci z podwórka często zabierały je ode mnie, kradły kwiaty w nocy - nawet zazdrościłem ich pracy zespołowej, ponieważ nie zabierały mnie do siebie. Kwiaty rosły we wsiach. W grudniu i styczniu, przed wietnamskim Nowym Rokiem, zebrałem je i zabrałem na rynek. W sezonie można było zarobić około 20 000 wietnamskich dongów (500 dongów stanowiło wówczas około pięciu rubli rosyjskich).

Dla dorosłych pieniądze były śmieszne, ale dla nas dzieci dały nam możliwość zakupu słodyczy dla siebie. Ważne było nie tylko praca w wiosce dla rodziców, ale także zarabianie własnych pieniędzy. Rodzina była biedna, więc w domu nie było słodyczy. Potem mieszkałem z babcią i wujem. Wujek nie był bardzo zainteresowany słodyczami - bardziej lubił palić, a ja dzieliłem się z babcią.

Z powodu ubóstwa wszyscy wieśniacy zaczęli wcześnie pracować. Wielu z tych, którzy sprzedali trzynaście kwiatów, porzuciło szkołę i zaczęło odsprzedawać w wieku trzynastu lat.

O chińsko-wietnamskim hostelu w Uralmash

O dziesiątej wróciłem do Jekaterynburga. Moja matka i ja mieszkaliśmy w chińsko-wietnamskim akademiku na Uralmash. Po powrocie do Wietnamu dowiedziałem się o PlayStation i naprawdę chciałem konsoli. W wieku dwunastu lat kupiłem komputer. Zrozumiałem, że same gry wideo się nie pojawią. Ale zawsze działał w ten sam sposób: wyznaczał sobie cel i go osiągał. W tym czasie miałem za zadanie zarabiać na grach. Zacząłem masować sąsiadów akademika.

Schronisko było typu komunalnego - czterdzieści pokoi o powierzchni 18 metrów kwadratowych na każdym piętrze. Wszyscy spędzali czas w przestronnych korytarzach: ktoś grał w ping ponga, ktoś gotował, ktoś jechał na rowerze. Często obserwowałem, jak wietnamscy przeprowadzki masują sobie plecy po dniu roboczym. Początkowo nie zwracałem uwagi, potem stało się to dla mnie interesujące - i zacząłem ćwiczyć masaż u swojego ojczyma. Facet z sąsiedztwa często też prosił mnie o masaż. Raz na raz powiedziałem mu, że skoro regularnie masuję mu plecy, pozwól mi płacić pięćdziesiąt rubli naraz. Kwota była niewielka, więc przyjął moją ofertę normalnie i zapłacił. Byłem zachwycony - od tego czasu masaż zaczął przynosić mi pieniądze.

Schronisko miało co najmniej dwadzieścia pokoi, w których mieszkali ładownicy z Tagansky Row. W każdym - cztery osoby. Codziennie obsługiwałem pięć pokoi - dwadzieścia osób, każda pobierała pięćdziesiąt rubli. Później stał się przebiegły i skrócił sesję z czterdziestu minut do dwudziestu. Wyglądał jak przenośnik taśmowy. Tego dnia spokojnie zarobiłem tysiąc rubli. Najbardziej produktywny był poniedziałek - hurtowy dzień w Tagansky Ryad, po którym wszyscy cierpieli.

Trwało to około dwóch lat. Kupiłem sobie gry wideo, zabawki, czasopisma, jedzenie - wszystko, co przykuło moją uwagę. Ulubioną zakupioną grą był „Prince of Persia”. Próbowałem ukryć część pieniędzy, ale nie zawsze się to udawało - mama nalegała, żebym je wydał, w tym na produkty dla całej rodziny. Teraz rozumiem, że to nie było poważne: raczej zrobiła to, aby nauczyć mnie odpowiedzialności i nie kupowania wszystkiego.

O sztuczkach

Kiedy miałem czternaście lat, mój przyjaciel zasugerował, że kradnę Internet mieszkańcom hostelu. Odebraliśmy od komendanta klucze do pokoju z całym wyposażeniem znajdującym się na piątym piętrze. Mechanizm był następujący: ktoś stracił Internet, przyszliśmy, zabraliśmy pieniądze i rzekomo naprawiony. Ale tak naprawdę nic nie naprawiliśmy, ale po prostu wzięliśmy Internet od jednego z naszych sąsiadów. Było wiele drutów - nikt nie próbował tego rozgryźć. Nauczyliśmy się wszystkiego sami - komputery w latach 2007-2008 stały się dostępne, więc nikt jeszcze o nich nie wiedział.

Mistrzowie, którzy zostali wysłani przez dostawcę, nie rozumieli, dlaczego mieszkańcy naszego domu stale tracili Internet. Na podłodze było czterdzieści pokoi, więc szaleństwo szukało odpowiednich przewodów. Chłopaki byli młodzi i tak naprawdę nie chcieli efektywnie pracować, ale to tylko na naszą korzyść. Po chwili dostawca był po prostu zmęczony i przestał obsługiwać hostel. Nigdy nie byliśmy ugryzieni. Przeciwnie, wszyscy chwalili, mówią, dobrze zrobione chłopaki, wszyscy wiedzą i wiedzą jak.

Za każde połączenie wzięliśmy pięćset rubli. Mogliśmy zarobić nawet dziewięć tysięcy rubli dziennie - dla uczniów było bardzo dobrze. Do tego czasu nie nauczyłem się prawidłowo wydawać pieniędzy i po prostu roztrwoniłem. Pamiętam, jak kiedyś wynajęliśmy limuzynę dla zabawy, jeździliśmy nią po mieście i porozrzucaliśmy fałszywe pieniądze: „Jesteśmy bogaci, jesteśmy bogaci”. Nie chciałem potem wracać do ubóstwa - to mnie motywowało.

O kuchni wietnamskiej w Jekaterynburgu

Po szkole zacząłem studiować jako inżynier, ale rok później nudziłem się i zostałem wydalony. Wyjechał na sześć miesięcy do Wietnamu, gdzie podróżował motorowerem na północy kraju. Potem zdałem sobie sprawę, że lubię słuchać historii ludzi, uczyć się nowych rzeczy i doskonalić się. Po przyjeździe do Jekaterynburga wstąpiłem na Uralski Uniwersytet Federalny „Stosunki międzynarodowe”, ponieważ lubiłem komunikować się z ludźmi. Chciałem dowiedzieć się więcej o polityce i ekonomii na całym świecie. Ciekawe, dlaczego tak rozwinęły się stosunki między krajami.

W 2014 roku, na drugim roku, otworzyłem swoją pierwszą wietnamską kawiarnię. Potem bardzo mi brakowało, w wyniku czego zostałem wydalony - wstydzę się przyznać - z powodu wychowania fizycznego. Miałem wybór: albo zostać na drugim roku, albo zamknąć kawiarnię. Nadal pracowałem w kuchni, a rok później wyzdrowiałem i otrzymałem dyplom. Wietnamska diaspora w Jekaterynburgu pomogła mi otworzyć kawiarnię; sam zarobiłem część pieniędzy. W ciągu tych czterech lat otworzyłem trzy kawiarnie w Jekaterynburgu. Oczywiście wielu rozwija się szybciej, ale czuję się swobodnie w takim tempie.

Uważam się za osobę, która sprowadziła do miasta wietnamską kulturę kulinarną. Wierzę, że wietnamska kuchnia zakorzeniła się w Jekaterynburgu ze względu na swoją tożsamość. Na początku było to trudne: zawsze stałem przy kasie, opowiadając wszystkim o potrawach. Teraz wszyscy wiedzą, czym jest zupa Pho. Ludzie uważali sushi i bułki za kuchnię wietnamską. Nawet teraz wielu myli nas z Thais, ale mamy różne kuchnie. Nie można uogólnić całej Azji.

O pieniądzach i marzeniu

Teraz oddaję wszystkie pieniądze, które zarobiłam mojej matce do przechowywania - ona jest moim osobistym bankierem. Nie myślę o nich 24 godziny na dobę. Raczej nie żyję dla pieniędzy, ale dla osiągnięcia celów, dla marzeń. W wieku szesnastu lat spotkałem weterana wojny w Wietnamie. Długo rozmawialiśmy na temat polityki kraju i edukacji lokalnej. Potem miałem marzenie o zmianie systemu edukacji w Wietnamie, ponieważ teraz jest on destrukcyjny. Edukacja stała się biznesem. Nauczyciele nie udzielają niezbędnych informacji - muszą płacić za to samo nauczanie. Przygotowują cię do zdania egzaminu lub igrzysk olimpijskich. Ale co dalej? Dlaczego nie zostaniesz wielkim naukowcem? Dlaczego nie rozwiązujesz problemu?

System edukacji w Wietnamie jest bardzo oderwany od życia. Tworzą z ciebie sportowca, ale pod względem edukacyjnym. Po szkole idziesz na sport o nazwie Olimpiada lub do świata akademickiego - nie ma trzeciej drogi. Problem polega na tym, że straciliśmy wartość. Osoba opuszcza kulturę, traci smak. Każdy chce zarabiać pieniądze - chce mieć biznes, bogactwo. Nie twierdzę, że to źle - ale zapominamy o najważniejszej rzeczy: każdy z nas wnosi swój wkład w nasz kraj. Jestem na neutralnym pasku, jestem człowiekiem świata, ale wciąż we mnie jest patriotyzm. W Wietnamie są rzeczy, z których nie jestem zadowolony. To edukacja chcę zmienić. Po pierwsze, uczyłbym szanować nauczycieli. Po drugie, chciałbym zmienić ukierunkowanie edukacji na końcowe wyniki - egzaminy. Rozumiem, że moim marzeniem jest utopia, ale to mnie naprawdę ekscytuje.

O wartościach

Uderzyła mnie historia dynastii w Chinach. Zanim spadkobierca został cesarzem, otrzymał wolność - możliwość podróżowania po całym kraju. Potem zrozumiał więcej o życiu innych ludzi - biednych i bogatych - i wtedy mógł zostać cesarzem. Myślę, że to prawda.

Zawsze miałem wolność, choć w ramach ścisłej wietnamskiej dyscypliny. Nie mogłem odmówić prania ubrań ani zmywania naczyń, musiałem to zrobić. Ale moja matka dała mi wolność wyboru: na przykład sam wybrałem sekcje. Interesowałem się karate, pracownią artystyczną, przez pewien czas zajmowałem się nawet szyciem.

Uważam, że ważne jest elastyczne myślenie, otwartość. Zauważyłem, że wiele osób ma w głowie pęk ścian i ram. Jeśli jesteś artystą stojącym, możesz wykorzystać te ściany jako okazję do żartów. Ale jeśli w kontekście rozwoju osobistego ograniczysz się do nich - katastrofalny biznes. Ważne jest dla mnie ciągłe myślenie - to mój codzienny trening. Ciągle gram wiele rzeczy, zadaję sobie pytania i sam na nie odpowiadam.

O młodości

Zabawne, że ludzie, którzy widzą mnie po raz pierwszy, źle mnie oceniają. Widzą mnie jako infantylną osobę, myślą, że nie mam więcej niż dwadzieścia lat. Lubie to To niedorzeczne, gdy patrzę na mnie z góry i mylę z dzieckiem, nie wiedząc nic o moim potencjale.

Teraz niczego nie żałuję. Chyba że, gdyby wcześniej nie zmarnował pieniędzy, mógłby udać się w wielką podróż i nauczyłby się czegoś szybciej. Młodość jest dla mnie ważna. Zawsze mi się spieszy, bo nie chcę przestać. Teraz mam dużo siły, mój umysł osiągnął maksimum - nie tęsknię.

MATERIAŁ PRZYGOTOWANY Z WSPARCIEM

Popularne Wiadomości

Kategoria Osobiste doświadczenie, Następny Artykuł

Jak zarabiać na starych zdjęciach
Wykonane przeze mnie

Jak zarabiać na starych zdjęciach

Dziennikarz Anastasia Sukhomlinova i fotograf Georgy Keimakh zaprzyjaźnili się podczas studiów na Wydziale Historycznym RSUH. Obaj lubili amerykańską historię i fotografię, a kiedyś zobaczyli prace słynnego afroamerykańskiego fotografa z początku XX wieku - Jamesa Van Der Zee, który był właścicielem popularnego studia fotograficznego Harlem.
Czytaj Więcej
Rosyjski Pointe: Baletki, które podbiły USA
Wykonane przeze mnie

Rosyjski Pointe: Baletki, które podbiły USA

Urodzona w Petersburgu Alexander Efimov przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych w wieku 16 lat, aw wieku 20 lat zarejestrowała rosyjską firmę Pointe, która specjalizuje się w butach baletowych, ubraniach i akcesoriach. Zaczęła od zakupów od rosyjskich producentów, ale potem zaczęła tworzyć własne kolekcje. Rynek amerykański został już zdobyty, teraz zmierza do Europy.
Czytaj Więcej