Książka tygodnia

O czym milczą pracownicy firm z Doliny Krzemowej

Individuum publikuje raport Live, Stick, Die Corey Pine z Dark Side of Silicon Valley, ujawniający prawdę o życiu dużych firm informatycznych i małych startupów. Życie wokół publikuje fragment tego, co kryje się za atrakcyjnymi biurami i darmowymi kolacjami kalifornijskich gigantów internetowych.

Hackwork nas uwolni

Zazdrościłem pracownikom sfery technicznej, choć współczułem im. Pensja nie jest zła, premie są na ogół boskie. Przemysł ten, podobnie jak najeźdźca z kosmosu, wchłonął wszystko, czego dotknął. Ich radioaktywna obecność zdawała się sterylizować świat zewnętrzny, wypalając wszelkie formy życia organicznego, ale w ciepłym łonie statku macicy drony cieszyły się komfortem, zachętą i dostatkiem.

Jeden z pracowników korporacji wyjaśnił mi, jakie siły stoją za „wojną premiową” - niekończący się ciąg takich gratisów, jak dostarczanie steków bezpośrednio do miejsca pracy, bezpłatna usługa prania, bezpłatna wspaniała obsługa i naprawy, bezpłatne usługi konsjerża i, oczywiście, bezpłatny alkohol. „Firma wyda 20 USD na stek, ale z powodu dodatkowego czasu spędzonego przez pracownika w miejscu pracy dostanie 200 USD” - powiedział.

Pracowałem do dziewiątej, bo wtedy obiad jest bezpłatny ... I płacą za taksówki domowe

Tak więc premie, które wydawały się szykowne, pozwoliły przyciągnąć dochodowych programistów, na których było duże zapotrzebowanie, nawet nie obiecując im wyższej pensji. Ponadto freebie służył jako wygodny ekran dla harmonogramu biura niewolników. Moi stażyści sąsiedzi byli zadowoleni z sytuacji - przynajmniej na początku. „Wszystko, co mówią o Google, jest prawdą”, powiedział jeden ze stażystów po odprawie w Googleplex: „Jest tam 20 kawiarni, siłownia jest wszystkim, czego chcesz”. Każdego dnia roboczego, wczesnym rankiem, on i inni googlersi z tego regionu zabierali swoje karty czarterowe do autobusu czarterowego zaparkowanego na stacji metra i jechali 56 kilometrów do Mountain View.

Zaczęli ciężko pracować w autobusie, w którym można było korzystać z Wi-Fi, i opuścili kampus nie wcześniej niż o ósmej wieczorem w innym autobusie, zabierając je po obiedzie w stołówce korporacyjnej. Tak było w przybliżeniu we wszystkich dużych firmach w Dolinie Krzemowej. Nawet najbardziej zalesione startupy, które zajmowały byłe magazyny na południu rynku, były karmione za darmo. „Bonusy, człowieku!”, Wykrzyknął inny sąsiad, nie będący już googlerem, wracający do domu o dziesiątej wieczorem pierwszego dnia roboczego. „Pracowałem do dziewiątej, bo wtedy obiad jest bezpłatny ... I płacą taksówki do domu” - kontynuował. Stało się to jego codzienną rutyną, której nawet nie kwestionował.

Naśladowanie wiedzy

Podobnie jak wielu współczesnych, praktycznie nie wątpił w nic. W tym środowisku tolerancja na fałsz uważana była za warunek wstępny. Nie wystarczyło mieć niezbędne umiejętności, zainwestować czas i dokończyć pracę - powinieneś pisać w spodniach z pracy, a w przeciwnym razie szukać nowej. Niektóre specjalności były bardziej poszukiwane niż inne. Każdy kretyn z wyższym wykształceniem humanitarnym mógłby zawiesić makaron na uszach i znaleźć pracę w marketingu, ale programiści wciąż musieli szukać.

Pewnego słonecznego dnia poszedłem promenadą do centrum wystawowego na 27. molo, gdzie odbył się Tydzień Deweloperów. NedDev, jak wszyscy to nazywali, był w zasadzie tygodniowym targiem pracy z różnego rodzaju pokazami slajdów i panelami dyskusyjnymi. Dziwnie było widzieć pracodawców rozpaczliwie szukających kogoś do zatrudnienia, a nie odwrotnie. W Ameryce w 2010 roku jedynym miejscem, gdzie zawsze były wolne miejsca, oprócz Doliny Krzemowej, była stacja rekrutacyjna w armii amerykańskiej. Setki osób przybyło na konferencję, aby znaleźć lepszą pracę, a jednak nie wystarczyły na wszystkie wolne miejsca w „legendach Java, potworach Python, bohaterach Hadoop” i innych pozycjach programistycznych opisanych w dziecinnym języku.

Byłem zaskoczony, ilu programistów takich jak ja nie było programistami, ale tymi, których Bóg wie, kto jeszcze

Choć ekscytujące było bycie na giełdzie pracy w samym sercu boomu gospodarczego, to głupie tytuły pracy niepokoiły mnie. Techniki z zachodniego wybrzeża różniły się od innych mieszkańców nie tylko nawykami, ale także językiem. Byli gotowi nazywać się jak chcą, aby uniknąć piętna „robotnika”. Technicy mogą patrzeć na siebie w lustrze tylko wtedy, gdy ich wizytówki mówią, że są gwiazdami rocka, ninja lub czymkolwiek innym romantycznym, odważnym i wyjątkowym - cokolwiek innego niż prawda, nikomu, po prostu nie być dronem.

Oficjalnym językiem NedDev było nieprzeniknione cyfrowe argo. Harmonogram składał się wyłącznie z wydarzeń i paneli, takich jak „Integracja Browserify i Gulp z zębatkami” lub „Aplikacje korporacyjne nie są tak nudne, jak myślisz” (kłóciłbym się z tym). Nie rozumiałem nawet połowy tego, co było wokół, ale nie martwiłem się tym, ponieważ odkryłem wiele nowych rzeczy, o których mogłem wariować. Konwencja przeczołgała się po molo, wypełniając przestronne pomieszczenia kompleksu wystawienniczego i zstąpiła do zimnego betonowego nasypu, gdzie stały namioty i przenośne grzejniki. Trzepocząc od stołu do stołu, od jednej dyskusji do drugiej, zebrałem kolorowe broszury i pochłonąłem najnowszy żargon.

Przeszedłem swoje wyobrażone uzależnienia, jak gdybym szukał nowych jeansów w sklepie: mam bzika na punkcie Internetu rzeczy. Mam bzika na punkcie dużych zbiorów danych. Mam bzika na punkcie uczenia maszynowego. Mam bzika na punkcie baz danych opartych na parach klucz-wartość. Mam bzika na punkcie usług biletowych. Mam bzika na punkcie integracji platform jako usług.

W NedDeva przyszła mi inspiracja: nie tylko ja blefowałem podczas szkolenia technicznego. Wszyscy to zrobili, nawet specjaliści, którzy byli jak ciepłe bułeczki. Byłem zaskoczony, ilu programistów takich jak ja nie było programistami, ale tymi, których Bóg wie, kto jeszcze. Jeśli chodzi o prawdziwe trudności programowania, wielu technologicznych ninja nie mogło się pochwalić czarnymi pasami. Większość złożonych, złożonych zadań podczas tworzenia witryny lub aplikacji zostało przekazanych strumieniowo i zautomatyzowanych, więc nie było potrzeby posiadania rozległej, a nawet podstawowej wiedzy na temat mechaniki oprogramowania. Praca enkodera nie była rzemiosłem. Aplikacje z gotowych komponentów open source po prostu zjechały z linii montażowej. Ninja użył tylko dwóch ważnych poleceń: skopiuj i wklej.

Niekompetentna moc

Wiele dobrze znanych startupów powstało z fragmentów kodu innej osoby, utrzymywanych razem przez wirtualne odpowiedniki taśmy i drutu. Najmniejsza wiedza była wystarczająca. Jak całkowita ignorancja. Na jednej z imprez NedDev w barze przy molo spotkałem pewną siebie profesjonalistkę, która przeprowadziła się z Teksasu, gdzie pracowała w małych startupach, do Zatoki Perskiej, aby znaleźć pracę w dużej firmie. A potem przydarzyło jej się coś niezwykłego. Wchodząc do nowej pracy, zdała sobie sprawę, że ma bzika na punkcie interfejsów użytkownika. „Nie ma nic ważniejszego niż te interfejsy” - powiedział mój rozmówca. Chociaż nie miała wykształcenia technicznego, firma mianowała ją szefem działu wysoce wyspecjalizowanych inżynierów.

Moja rola jest głupia. Nie mam pojęcia, jak tego wszystkiego użyć, a jeśli nie będę w stanie tego rozgryźć w ciągu czterech sekund, projekt się skończy

Oczywiście kobieta miała raczej ograniczone rozumienie tego, co robią jej podwładni przez cały dzień. To było obliczenie: „Moja rola jest głupia. Nie mam pojęcia, jak tego wszystkiego użyć, a jeśli nie będę w stanie tego rozgryźć w ciągu czterech sekund, projekt się skończy” - powiedziała. Najwyraźniej oszalała na punkcie swojej głupoty.

Firmy technologiczne opanowały całą masę usprawnionych taktyk zarządzania, które kultywują zaniedbanie i niepewność. Najwięksi wprowadzili „ranking grupowy”, w którym koledzy i działy w szalonym zgiełku próbują się ominąć, aby nie znaleźć się w najniższym percentylu zgodnie z wynikami oceny wyników, a następnie zwolnienia. Zarówno duże, jak i małe firmy stosowały metodologię „adjail” i „scrum”, która umożliwiała niekompetentnym menedżerom dyscyplinowanie i kontrolowanie inżynierów, których pracy nie byli w stanie wykonać samodzielnie ani ocenić.

Fałszywy optymizm

Najmodniejsze i nowe startupy, które obiecały zabawę i bezpłatny harmonogram, w rzeczywistości różniły się jeszcze bardziej niemoralnym podejściem do pracowników, od dyskryminacji w zatrudnieniu po powszechne niepłacenie wynagrodzeń. Niestrudzone pragnienie zysku w Dolinie Krzemowej w połączeniu z najnowszymi narzędziami zwiększającymi produktywność i decyzjami kierownictwa zmusiło pracowników do spoconej pracy i uśmiechania się, aż do ostatniej kropli.

W tym wyczerpującym wiewiórczym kole kręciły się nie tylko zatrudnieni pracownicy firm technicznych. Przedsiębiorcy, nominalni dyrektorzy spółek, pracowali także do siódmego potu na rzecz własnych szefów, inwestorów venture capital. Startupy obiecały wolność i niezależność finansową wszystkim, którzy desperacko chcieli obu. Jednak większość „najwyższych menedżerów” start-upów nie posiadała ani jednego, ani drugiego, ponieważ inwestorzy zwykle prowadzili cały proces od momentu ich założenia, aż do sprzedaży ich akcji.

Praktycznie wszyscy założyciele startupów przedstawiają prawdę o swojej smutnej sytuacji tylko wtedy, gdy są pijani lub pod warunkiem anonimowości

Poprosiłem wesołego, cynicznego venture capital o piwo: „Czy założyciele startupów to kapitał czy siła robocza?” Kiedy odpowiedział: „Mark Zuckerberg jest stolicą. Ale na każdego Zuckerberga jest sto facetów, którzy zostali po prostu zwolnieni z ich startupów. To nie jest kapitał. To praca”. Ponadto siła robocza jest idealna, ponieważ nie mogła znieść samej idei solidarności. Tak długo, jak nie udało im się zarobić fortuny - a niewielu się udało - założyciele wstrzyknęli się jak psy i często mieszkali w barakowych domach nieco bardziej komfortowych niż moje. A jednak z zewnątrz wydawało się, że mają wszystko na maści. Przekonałem się, że prawie wszyscy założyciele startupów przedstawiają prawdę o swojej smutnej sytuacji tylko wtedy, gdy są pijani lub pod warunkiem anonimowości.


Cover:Indywidualne

Obejrzyj wideo: Dr Targalski: Polityka to teatr. Polska powinna udawać przestraszoną (Styczeń 2020).

Popularne Wiadomości

Kategoria Książka tygodnia, Następny Artykuł

Cafe Babetta
Nowe miejsce

Cafe Babetta

Babetta została otwarta na stronie bezimiennie mieszkającej i zmarłej w Butcher Cafe Balsamin i należy do tych samych właścicieli. Jaka jest różnica, dlaczego nowa instytucja była wypełniona ludźmi od pierwszych dni, a liczba wzmianek o niej w sieciach społecznościowych jest porównywalna z nowym warunkowym miejscem słynnego szefa kuchni? Oto odpowiedź: ponieważ koncepcja tego miejsca została wynaleziona i wdrożona przez niezwykle doświadczonego restauratora - Dmitrija Siergiejewa, współwłaściciela i założyciela Projektu Ginza.
Czytaj Więcej
Burgery Ketch Up Burgery w odlewni
Nowe miejsce

Burgery Ketch Up Burgery w odlewni

Burger Ketch Up Burgers - pierwsza kawiarnia przyszłej sieci - otwarta w Liteiny Prospekt, w pobliżu baru Union. Twórcy mówią niewiele o sobie, ale mają wielkie plany: w Petersburgu planują uruchomienie około siedmiu podobnych miejsc. Główna sekcja „Burgery” przedstawia dziewięć potraw.
Czytaj Więcej
Restauracja i bar „Let's go”
Nowe miejsce

Restauracja i bar „Let's go”

Od lata tego roku prezenterka telewizyjna, dziennikarz i specjalistka kulinarna Elena Chekalova rozpoczęła pracę w profesjonalnej kuchni, najpierw w klubie gastronomicznym Leveldva, który znajduje się nad restauracją Ugolyok, a następnie w restauracji Rybka. W obu instytucjach Chekalova działała jako szef kuchni marki, a jej własny szef kuchni Igor Kotov pomógł jej.
Czytaj Więcej
LaCelletta na nabrzeżu Fontanka
Nowe miejsce

LaCelletta na nabrzeżu Fontanka

Na rogu ulicy Bielińskiego i nabrzeża Fontanka, naprzeciwko cyrku, kawiarnia LaCelletta otworzyła się w przestronnym pokoju na parterze. Miejsce należy do kilku Włochów kierowanych przez Roberta Arduiniego, którego rodzina od dwudziestu lat prowadzi hotel i restaurację w regionie Marche. Aby rozpocząć swój pierwszy rosyjski projekt, przywieźli zespół szefów kuchni i baristę, w tym szefa kuchni Giorgio Siciliano, którzy przedstawiają swoje poglądy na temat autentycznej kuchni włoskiej.
Czytaj Więcej