Ciekawe

Goście stolicy: Marina Abramowicz o śmierci, marzeniach i Lady Gadze

W ciągu ostatnich czterdziestu lat artystka serbskiego pochodzenia Marina Abramowicz zasłużyła sobie na miano głównego specjalisty w dziedzinie sztuki współczesnej. Główną bohaterką jej programu jest zawsze ona sama. Tutaj Marina Abramowicz eksponuje się zupełnie naga, tutaj jest ostrzyżona nożami, tutaj prawie pali się żywcem, tutaj spędza dwa tygodnie bez jedzenia, tutaj śpiewa z Anthonym Hegarty, tutaj siedzi przy stole przez tygodnie i po cichu patrzy gościom w oczy, przynosząc najbardziej wrażliwą na łzy

Abramowicz Moskwa zawdzięcza trzecią wizytę na sympozjum naukowym Brainstorms w Polytech (organizowanym przez Laboratoria Art & Scienсe Space) - tutaj została zaproszona do udziału w okrągłym stole na temat postrzegania sztuki przez ludzki mózg. Dzień po przyjeździe spotykamy się z Marina w National Hotel. Pomimo wczesnych godzin porannych (sobota rano 09:30) 66-letni artysta wygląda wyjątkowo świeżo. Abramowicz w kurtce swojej ukochanej czerwieni, a jej czarne włosy są zebrane w kucyk z boku.


- Spać spokojnie?

„Szczerze mówiąc, nie bardzo.” Na początku rozmawiałem z tymi wszystkimi naukowcami na konferencji, a potem przez długi czas nie mogłem spać: pomyślałem. W końcu artysta nie myśli w kategoriach, które naukowcy, a ostatniej nocy, rozmawiając z nimi o pracy mózgu, było niespodziewane i bardzo interesujące znaleźć w ich słowach potwierdzenie tego, do czego sam intuicyjnie doszedłem.

„Czy często pamiętasz, o czym marzysz?”

- tak Generalnie dzielę swoje sny na kilka rodzajów. Są tacy, którzy po prostu zmieniają wydarzenia, które przeżyli w ciągu dnia - nie są one wcale ważne. A czasem przychodzą mi do głowy sny z przeczuciem czegoś, co ma się wkrótce wydarzyć - przewidywania, które później często się spełniają, przekazywane mi w pewnym rodzaju tajnym języku. Te zapisuję. Kiedy byłem bardzo młody - jeszcze zanim zacząłem występy - naszkicowałem takie marzenia. Wśród nich były zarówno kolorowe, jak i czarno-białe.

Pamiętam taki, który powtarzał się w kółko. Wracam z długiej podróży i idę do pewnego domu. Zawsze jest impreza i zawsze ci sami ludzie, których znam tylko z tego snu. Jakoś ten sen nie powrócił przez kilka lat, a kiedy odwiedził mnie ponownie, wtedy był ten sam dom, impreza i ludzie - tylko wszyscy mieli siwe włosy. Wcześniej nie wiedziałem, że postacie ze snu mogą się starzeć.


- Czy masz te rysunki?

- Bardzo często się ruszam i oczywiście nie jestem skłonny niczego przechowywać. Ale po śmierci mojej matki okazało się, że uratowała ogromną liczbę rzeczy, które uważałem za dawno utracone. To dziwne, biorąc pod uwagę, że nigdy nie wspierała moich występów. Przekonałem się, że we wszystkich moich książkach, które jej wysłałem, wydarła strony, na których byłam naga, aby nie było kłopotliwe pokazywanie ich moim sąsiadom.

- Sympozjum, na które zostałeś zaproszony, poświęcone jest pracy mózgu. Czy w szkole byłeś silny w naukach przyrodniczych i ścisłych?

- Nie, nie, algebra, geometria, fizyka - wszystko na dwoje. W tych przedmiotach byłem najgorszy w klasie. Interesowało mnie tylko literatura, rysunek, szachy i być może muzyka. Jedynym naukowcem, który wzbudził moje zainteresowanie, był Nikola Tesla i wielokrotnie odwiedzałem muzeum, aby obejrzeć jego prace. Wiesz, pomimo wszystkich jego osiągnięć, nie cieszył się wielkim szacunkiem w kręgach naukowych ze względu na ezoteryczny aspekt jego pism. Zbudował obserwatorium, aby nawiązać kontakt z kosmitami i tym podobnymi. To właśnie mnie najbardziej pociągało.

- Wielu współczesnych postrzegało eksperymenty Tesli jako „cyrk dla dorosłych”, rozrywkę. Nie musiałaś mierzyć się z faktem, że twoje występy były również uważane za rozrywkę dla próżnej publiczności, a nie poważną sztukę?

- Nie, moja sytuacja była jeszcze gorsza: moje występy wcale nie były uważane za sztukę. Gdy przyjechali moi rodzice, z pewnością znaleźliby się w centrum skandalu: ludzie byli oburzeni, jak mierni mnie wychowali. Moi profesorowie uniwersyteccy stwierdzili, że moje osiągnięcia są nonsensem i że powinienem zostać umieszczony w szpitalu dla osób chorych psychicznie. Pytanie, czy rozrywka, którą robiłem, nie było nawet pytaniem: wszyscy byli po prostu wściekli. Nawiasem mówiąc, później, kiedy moje występy zaczęły mieć bardziej pokojowy charakter, ludzie nagle obudzili się z nostalgią: „Och, jaka szkoda, że ​​już się nie skaleczy i nie bije o ściany!”

- Lady Gaga przyznała w jednym z wywiadów, że jest twoim wielkim fanem ...

„Nawiasem mówiąc, nie znamy jej osobiście, chociaż korespondujemy”.

„Ale z pewnością jedzie na twoją wielką wystawę w nowojorskim Museum of Modern Art dwa lata temu.” (Centralny występ tam stał się The Artysta jest Obecny, którego istotą było to, że Abramowicz siedział cicho przy stole, a goście naprzemiennie siedzieli naprzeciwko i patrzyli jej w oczy. Abramowicz spędził więc 736 i pół godziny. - Uwaga autor.) Czy ona nie przyszła?

- Przyszła! Ale nigdy nie usiadła przy moim stole, ponieważ linia do niego była za długa. To prawda, że ​​i tak dużo zrobiła. Lady Gaga jest niezwykle popularna, szczególnie wśród młodych ludzi, a kiedy napisała na Twitterze, że była w muzeum na mojej wystawie, nastolatki z pobliskich terenów rzuciły się tam z całych sił, aby ją zobaczyć. Tego dnia budynek został wypełniony nimi - 15-, 16-, 17-latkami. Obejrzeli wystawę i powiedzieli przyjaciołom, a napływ młodzieży trwał w kolejnych dniach. Siedemdziesiąt tysięcy facetów dodało mnie na Facebooku. Ta bardzo młoda publiczność jest dla mnie bardzo ważna, to właśnie tchnie życie w moją pracę. Jeśli tylko ludzie z mojego pokolenia przybędą na mój program, zrobię coś zupełnie nie tak.

Artyści moich lat ciągle narzekają na młodych. Ich zdaniem żyli w najlepszym momencie dla sztuki współczesnej i tak się już nie stanie. Ale to nonsens! Teraz dzieje się tyle interesujących rzeczy! A instytucja, którą teraz buduję, będzie miała na celu wspieranie młodych ludzi w sztuce performance (w maju tego roku ogłoszono utworzenie Instytutu Ochrony Sztuki Performance autorstwa Mariny Abramowicz. Będzie działać pod skrzydłem nowojorskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Long Island. Budowa warta 15 milionów dolarów została w większości opłacona przez samą Abramowicz i powinna zostać ukończona w 2014 roku. - Uwaga autor).





- Ostatni raz byłeś w Moskwie rok temu. Potem zorganizowałeś wystawę swoich słynnych występów w garażu, a czterdziestu młodych ochotników z Moskwy pomogło ci w tym. Jestem pewien, że zapamiętają to na całe życie. Czy je pamiętasz?

- Tak, korespondujemy z wieloma z nich. Dzisiaj dołączyłem do całej grupy na naszym sympozjum, aby mogli przyjść za darmo. Konferencja ma bardzo napięty harmonogram, ale w przerwie spotkam się z nimi.

- Czy łatwo nawiązujesz kontakt ze studentami?

- Teraz wyjaśnię, jak to działa. Mam wielu studentów, ale tylko nieliczni zostaną artystami. A z tymi, którzy się staną, mam z nimi kontakt. Łatwo je rozpoznać: dla nich sztuka jest jak gorączka, jak ogień, który pęka od wewnątrz. Stworzenie dla nich jest ważniejsze niż cokolwiek innego. I czujesz to. W Nowym Jorku 345 tysięcy artystów - to jak całe miasto! - ale nie wszystkie z nich są prawdziwe. Bycie artystą to ciężka praca. Nie polecam tego nikomu. Ponieważ musisz poświęcić wszystko: nie możesz mieć dzieci i normalnej rodziny - wszystko to jest na drugim miejscu. Praca zabiera cię bez śladu.

- A w tej moskiewskiej grupie, z którą pracowaliście w garażu, byli „prawdziwi”?

- tak Chłopiec i dwie dziewczyny. Niestety mam złe imiona.

„Jak doszło do współpracy z Anthonym Hegarty?” Jak zrozumiałeś, że powinien napisać muzykę do spektaklu „Życie i śmierć Marina Abramowicz”?

- To nie może być ktokolwiek inny. Po raz pierwszy widziałem go na imprezie w Björk (bardzo lubię Björk, ale potrzebowałem zupełnie innego rodzaju muzyki). Minął rok. Byłem na jednym z tych świątecznych koncertów Rufusa Wainwrighta, na który zaprasza swoich przyjaciół i krewnych do śpiewania. Jednym z gości był Anthony. Poznałem go, gdy tylko wyszedł na scenę, a potem zaczął śpiewać. Wstałem z miejsca ze słowami: „Mój Boże”, niesamowicie mnie zahaczył. Jego głos był jak duch tryskający z ciała. Potem skończył śpiewać, a ja nie miałem czasu się do niego zbliżyć, kiedy zniknął. Z pewnością musiałem go znowu zobaczyć i zaprosić mnie do siebie. Tak zaczęła się nasza przyjaźń. I tak, był jedynym możliwym wyborem jako kompozytor do życia i śmierci. Napisał 11 piosenek i poprosił mnie, żebym pojawił się w filmie po raz pierwszy w moim życiu - dla jednego z nich, Cut the World with Willem Dafoe. Zmusił mnie również do śpiewania ze sceny, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Byłem przerażony i zacząłem brać lekcje. Byłem gotowy na wszystko, ponieważ uważam obecność Anthony'ego w moim życiu za wielki przywilej.

Wiesz, Anthony niedawno zaprosił mnie na festiwal Meltdown - aby porozmawiać z wyłącznie żeńską publicznością (on sam nie mógł, ponieważ wciąż był transpłciowy). Okazało się to bardzo silnym doświadczeniem. W ogóle nie jestem feministką, ale rozmowa z dwoma i pół tysiącem kobiet była energetycznie silnym momentem.


- Miałeś dużo przyjaciół jako dziecko?

- Byłem samotnym dzieckiem i nie zbliżyłem się do nikogo. Specyfika mojej matki również nie przyczyniła się do przyjaźni z innymi dziećmi - próbowała mnie kontrolować we wszystkim i bardzo obawiała się infekcji, przez co wszyscy, którzy mnie odwiedzali, musieli nosić maskę higieniczną. Książki, które czytałem w ogromnej liczbie, były dla mnie bardziej realne niż otaczająca je rzeczywistość. Z pewnością nie byłem zadowolony z dzieckiem. Ale mam teorię: im gorsze twoje dzieciństwo, tym lepiej artysta z ciebie wyrasta, ponieważ zgromadziłeś bagaż, który można wyrazić poprzez jego pracę.

- Której osoby w życiu najbardziej tęsknisz?

„Tęsknię za dwojgiem ludzi, których szanuję bez końca”. Jednym z nich jest John Cage. Wielki mentorze, nauczył mnie pokory. Fakt, że praca jest ważna, to nie ja. Drugą osobą jest Susan Sontag. Była wspaniałą pisarką i jednym z tych umysłów, którzy nie bali się mówić prawdy w Ameryce. Kochałem tę kobietę. Miała dwa nowotwory i przeżyła, by umrzeć z powodu trzeciego, w wyniku promieniowania, którym została napromieniowana, gdy dwa pierwsze zostały poddane leczeniu. Och, spójrz na te ciasteczka! (Abramowicz bierze deser ze spodka, który został przyniesiony do jej cappuccino, i je z przyjemnością.)


- To nie pierwszy raz w Moskwie ...

- Chcesz opowiedzieć o pierwszym?

- Oczywiście!

- To była porażka! To było siedem do ośmiu lat temu. Wcześniej nigdy nie byłem w Rosji, co na swój sposób jest zabawne, ponieważ pochodzę z Jugosławii i przez długi czas dwoma krajami, do których mogłem pojechać, były Kuba i ZSRR - i nie byłem w żadnym z nich. I tutaj zostałem zaproszony, wraz z grupą innych amerykańskich artystów, do występu w Galerii Trietiakowskiej. I cały czas śpiewali mi o tym, jak kochają moją pracę w Rosji i jak wypalają się z niecierpliwością w oczekiwaniu na spotkanie. I tak przyjeżdżam, zostaję w tym samym hotelu, National. Na ulicy - wieczór i pada śnieg. Jadę na Plac Czerwony i czuję się jak Anna Karenina. Następnego ranka przybywam do galerii. Sala, w której muszę mówić, najwyraźniej nie była naprawiana przez bardzo długi czas, projektor jest po prostu starożytny, a ekran jest pokryty małymi otworami wypalonymi papierosami. Mój wyjazd jest zaplanowany na szóstą wieczorem, przyjeżdżam za godzinę. W wieku piętnastu lat pojawia się sprzątaczka. Za pięć szósta - nikt. Szósta piętnaście - nikt. O szóstej dwadzieścia pięć pojawia się siedem starych kobiet, siedzą razem w pierwszym rzędzie i jestem pewien, że pomyliły się przy drzwiach.

W sumie było około dwunastu osób - cała duża sala. Pięć minut przed końcem mojego wykładu pojawia się dyrektor Biennale, siada przede mną, a kiedy wszystko się kończy, wstaje i zaczyna wściekle bić brawo i krzyczeć „Brawo!” - po czym ogłasza, że ​​teraz wszyscy zgromadzeni są spodziewani w restauracji Puszkina. I było dużo ludzi. Wszyscy pogratulowali mi przybycia do Moskwy i wyznali miłość do mojej pracy, chociaż żaden z nich nie przyszedł na mój wykład. Powiedziałem sobie, że nigdy tu nie wrócę.


- Czy możesz opisać swoją wizję Rosji w kilku słowach?

- To jest bardzo proste. Trzy lecą przez śnieg. Ja owinięty futrem pędzę na Syberię. Wchodzę do chaty - pali się i wszyscy są całkowicie pijani, a niektórzy żołnierze grają w rosyjską ruletkę. Kilka osób już nie żyje na podłodze. Brzmi „Black Eyes” ... Nawiasem mówiąc, grałem kiedyś jako rosyjska ruletka nastolatka.

- Miałeś broń?

- Moi rodzice byli partyzantami, bohaterami narodowymi. Spali z pistoletami na nocnym stoliku. Przez całe dzieciństwo byłem otoczony bronią. Mam 14 lat, siedzę z kolegą w bibliotece i doszliśmy do wniosku, że postanowiliśmy zagrać w rosyjską ruletkę. Obracam bęben, przynoszę beczkę do świątyni - „kliknij!” - nic się nie dzieje. Robi to samo - kliknij! - i nic. Potem dla zabawy strzelam do rzędów książek. Kula trafia w „idiotę” Dostojewskiego. Jestem pokryty zimnym potem. Wszystko to natychmiast staje się śmieszne. Później umieściłem tę scenę z rosyjską ruletką w sztuce „Życie i śmierć”.

- To znowu przypomniało mi ten wywiad z Lady Gagą - tam mówi, że uważa cię za najbardziej odważną osobę. Co jej zdaniem jest absolutnie niemożliwe, aby cię przestraszyć. Czego się tak naprawdę boisz?

- Tak samo jak wszyscy inni. Powiedzenie: „niczego się nie boję” jest haniebnie pretensjonalne. Myślę o śmierci każdego dnia. Mam 66 lat, jestem w ostatnim okresie życia. Naprawdę chcę umrzeć bez strachu i gniewu, ale trudno sobie z tym poradzić. To jak latanie samolotem przy złej pogodzie i zaczyna się trząść - oczywiście w tym momencie boję się, jak wszyscy inni. Nieustannie staram się przekraczać granice i uczę się mniej lękać śmierci, a jedynym sposobem na to jest zaprzyjaźnienie się z nią. Kiedy umieścisz śmierć w liczbie integralnych części życia, zaczniesz otrzymywać więcej przyjemności z życia, ciesz się każdą chwilą. Przymykanie oczu na śmierć nie jest rozwiązaniem problemu. A w przeszłości też się przed nią nie ukryjesz. Tak wiele osób wydaje energię na nostalgię, wspomnienia na żywo! Nie rozumiem tego Mogę zmienić dom w trzy sekundy - spakuj się i wyprowadzaj. Mój brat podczas podróży cierpi z powodu tego, że nie może spać w innym łóżku. Nie obchodzi mnie to. Nasza teraźniejszość jest głównym darem życia i musimy ją doceniać.

- Wygląda na to, że jesteś szczęśliwą osobą.

- (Śmiech) Moje życie było takie tragiczne, a jednak jestem taka szczęśliwa! Nie wszystko poszło gładko: nie miałem pieniędzy, nic nie było, mój mąż mnie porzucił, ponieważ absolutnie nie zostałem stworzony do małżeństwa: nigdy nie gotowałem i nie pracowałem w domu ... Teraz nie mam domu, zmieniłem niezliczone liczby w hotelach. Jak często lądując na następnym lotnisku, nie pamiętam, skąd przyleciałem! Stoję tam i próbuję dowiedzieć się, na której taśmie pojawi się mój bagaż. Chcesz mi powiedzieć, gdzie byłem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy? Spędziłem tydzień w Oslo, zrobiłem pokaz, potem tydzień w Paryżu, tam pracowałem z operą, potem podpisałem nowy kontrakt w Czarnogórze (budują duże centrum sztuki współczesnej), a potem tydzień na festiwalu filmowym w Rio, potem w Sao Paulo, po które wróciła na tydzień do Nowego Jorku, stamtąd - do Kataru, Abu Zabi, Londynu i wreszcie do Moskwy. Stamtąd - znowu do Nowego Jorku, tylko przez kilka dni, potem do Toronto, potem kolejne trzy dni do Nowego Jorku, potem do Waszyngtonu, kiedy po raz pierwszy odwiedzam Biały Dom, i - miesiąc w Brazylii. Po tych wszystkich podróżach świat naprawdę wydaje się bardzo mały. Rozwijam klaustrofobię! Jestem bardzo zainteresowany ideą podróży kosmicznych. Jeśli powiesz mi teraz, że mogę polecieć do innej galaktyki i nigdy nie wrócić, natychmiast tam pojadę. Spojrzę na Ziemię z boku.

Obejrzyj wideo: DailyVlog: Goście w stolicy cz. 1 (Styczeń 2020).

Popularne Wiadomości

Kategoria Ciekawe, Następny Artykuł

Młodzież i Rostów nad Donem w nowym filmie grupy „Dziękuję”
Premiera

Młodzież i Rostów nad Donem w nowym filmie grupy „Dziękuję”

W październiku 2017 roku moskiewska grupa Thank You wydała swój trzeci album, Forever. To siedem głośnych piosenek o tym, jak znieść kontuzję i żyć dalej, wypełnione cytatami Brodskiego, Gumilyowa, Tsoja, Muratowej, wcześniejszych prac zespołu i innych rosyjskich grup niezależnych. Historia wymagała adaptacji, ale to, podobnie jak nagranie samego albumu, zajęło nieco ponad rok.
Czytaj Więcej
Dokument „Estetyka techniczna: design na Uralu”
Premiera

Dokument „Estetyka techniczna: design na Uralu”

Sieć była gospodarzem wydania dokumentu „Estetyka techniczna: design na Uralu”. Film został opublikowany na YouTube jako wsparcie dla drugiego zdjęcia - 6 listopada w Centrum Jelcyna odbędzie się premiera „Technicznej estetyki” o szkole projektowania w Leningradzie. Life wokół Jekaterynburg publikuje pełną wersję zdjęcia z komentarzami autorów.
Czytaj Więcej